Przestępczość w latach 1945-1950

2010-05-14

W roku 1946 liczba przestępstw o charakterze kryminalnym w powiecie utrzymywała się między 20 a 30 miesięcznie.

W większości wypadków – odmiennie niż w roku 1945 – sprawcami przestępstw była ludność miejscowa oraz, jak twierdziły władze, „zorganizowane bandy, podszywające się pod organizacje antyrządowe, których na tutejszym terenie nie ma” lub „zorganizowane szajki złodziejskie, podszywające się pod AK.” Czasem pod działalność podziemia własne problemy usiłowali podłożyć skonfliktowani sąsiedzi. Jeden z mieszkańców Katarzynowa 10 stycznia 1946 roku znalazł umieszczoną na drzewie przy swoim gospodarstwie kartkę następującej treści: „Upomnienie. Upominamy cię […], od 10 stycznia 46 zaczniemy na ciebie gnoju polowanie i przestaniesz po urzędach latać i przestaniesz wszystkich obskarżać [!], a jak nie przestaniesz, to za jajca będziesz uwiązany i będziesz miał skórę zdzieraną, nasoloną i pieprzem posypaną, jak cię gnoju Niemcy nie zabili, to my Armia Krajowa będziemy cię potrafili zabrać i wieźć do AK.”

Zdarzały się poważne kryminalne wypadki z udziałem nietrzeźwych polskich funkcjonariuszy państwowych. W dniu 5 czerwca 1946 roku o godzinie 22 „na szosie Poznań – Września – Warszawa samochód ciężarowy WUBP Warszawa prowadzony przez sierżanta […] będącego w stanie nietrzeźwym wpadł na jadącego rowerem, bawiącego na urlopie plutonowego […] z Samodzielnego Pułku Ochrony Rządu Warszawa. Sprawcy wypadku nie zauważyli swej ofiary, dopiero po przejechaniu paru kilometrów zauważyli leżącego na błotniku plutonowego, którego zostawili w rowie, sami zaś odjechali w kierunku Poznania”. Sprawcy wypadku zostali aresztowani. „W niedzielę 6 października przejeżdżał motocyklem porucznik […] z tutejszego pułku pancernego przez Kaczanowo. W drodze popsuł się mu motocykl, wobec czego szukał pomocy. Zaszedł do jednego domu, gdzie kobieta otworzyła mu drzwi i żądał pomocy, mężczyźni rzekomo pouciekali. Był w stanie pijanym i gdy zamknięto przede nim drzwi, począł przez nie strzelać, w rezultacie czego postrzelił kobietę [matkę trojga dzieci] tak poważnie, że po przewiezieniu do szpitala w dwa dni zmarła.”

W zwykłych kradzieżach bez użycia broni najczęściej zabierano poszkodowanym płaszcze, spodnie, buty, bieliznę, rowery, drewno opałowe, a na wsiach dodatkowo zwierzęta gospodarskie i drób. Większość sprawców kradzieży początkowo pozostawała niewykryta, lecz w miarę upływu czasu następował w tej sprawie stopniowy postęp. W pierwszej połowie 1946 roku zdarzały się nocne włamania i kradzieże różnych towarów (od mięsa po tekstylia) ze sklepów wrzesińskich. W okresie wiosenno-letnim 1946 roku liczba kradzieży w powiecie wyraźnie spadła (do kilkunastu miesięcznie), ciągle nie malała jednak liczba tzw. kradzieży polowych na wsiach.

Ponowne zwiększenie przestępczości nastąpiło jesienią 1946 roku. W listopadzie MO odnotowała trzy napady rabunkowe z bronią w ręku i 35 kradzieży (głównie świń i drobiu). Milicja twierdziła, że „sprawcami jest wyłącznie ludność miejscowa i zorganizowane szajki złodziejskie z powiatu. Aby zapobiec szerzącemu się złodziejstwu zorganizowano w większych osiedlach patrole nocne zaopatrzone w broń.” W tym czasie na terenie gminy Strzałkowo grasowała banda złodziejska. Udało się aresztować jej sześciu członków, którzy wydali trzech pozostałych, używających broni. Byli to funkcjonariusz MO z Otwocka, funkcjonariusz UB ze Szczecina i żołnierz KBW. Do patrolowania terenu zaczęto w tamtym czasie używać członków ORMO.

Brak opału na przełomie 1946 i 1947 roku był przyczyną pojawiających się coraz częściej kradzieży węgla z przejeżdżających transportów kolejowych. Zjawisko to występowało w dużym natężeniu już wcześniej, w okresie przedwojennego kryzysu gospodarczego lat 30. W pierwszym półroczu 1947 roku ilość przestępstw w poszczególnych miesiącach ulegała znacznym wahaniom, w zależności od tego, czy MO udawało się wykryć przy współpracy z miejscową ludnością zorganizowane szajki złodziejskie. Ogólnie jednak właśnie w 1947 roku nastąpiła zdecydowana poprawa w wykrywalności sprawców kradzieży. Zdarzały się jeszcze pojedyncze utarczki MO i UB z pijanymi żołnierzami, a nawet oficerami niewielkich sowieckich jednostek wojskowych przebywających w okolicach Wrześni.

W raportach przesyłanych wojewodzie starosta wrzesiński pisał w pierwszej połowie 1947 roku, że „zasadniczo, pewnego rodzaju antagonizm między ludnością a organami bezpieczeństwa zabliźnia się z dnia na dzień, zaś zachowanie się funkcjonariuszów UB jest na ogół poprawne i zgodne z istniejącymi przepisami.” Starosta pisał też, że „ludność miejscowa, jakkolwiek o różnych zapatrywaniach politycznych zachowuje się jak najzupełniej biernie. Nie było również żadnych wypadków wystąpień, które wskazywałyby na wrogie lub antyrządowe nastawienie pewnych elementów [!].” Rok starosta pisał, że ludność ma co prawda różne zapatrywania polityczne, ale „doceniając należycie wkład tych organów w dzieło utrzymania ładu i porządku oraz zapewnienie bezpieczeństwa, odnosi się do nich życzliwie i z największym uznaniem.” Tak więc, zdaniem starosty, zaufanie ludności do „władzy ludowej” i jej organów bezpieczeństwa rosło.

  • Przedwojenna i przez kilka lat powojenna siedziba...

Przedwojenna i przez kilka lat powojenna siedziba Powiatowej Komunalnej Kasy Oszczędności (banku) przy ulicy Warszawskiej, miejsce napadów z 1945 i 1948 roku. W kolejnych latach siedziba NBP, dziś BZ WBK (fot. przedwojenna Fr. Włosik)

Rok 1948 nie przyniósł większych zmian w natężeniu przestępczości, więc starosta powiatowy pisał: „powiedzieć można, iż stan bezpieczeństwa na terenie powiatu jest na ogół zadowalający.” Poczucie to musiał zakłócić drugi napad na Powiatową Komunalną Kasę Oszczędności we Wrześni 8 lipca 1948 roku. Dokonali go o godzinie 12.50 trzej uzbrojeni i zamaskowani osobnicy. Kasjer KKO Stanisław Szelągiewicz został przez napastników postrzelony. Byli oni do akcji źle przygotowani, pieniędzy nie ukradli i rozpoczęli ucieczkę w kierunku Strzałkowa wynajętą wcześniej w Poznaniu taksówką, którą przyjechali do Wrześni. Funkcjonariusze MO i UB przy pomocy żołnierzy Wojska Polskiego zorganizowali pościg. O akcji zmierzającej do zatrzymania sprawców zostały powiadomione wszystkie jednostki MO w powiecie, a także KPMO w Koninie, które obstawiły drogi. Jeden z takich posterunków został zauważony przez uciekających w Strzałkowie, skręcili więc w pierwszą uliczkę prowadzącą do bocznego toru kolejowego przy rozparcelowanym majątku. Tam porzucili samochód i uciekli do pobliskiego parku. Zatrzymany został tylko kierowca wraz samochodem. Zwiększono liczbę ścigających, wśród których był m.in. zastępca szefa PUBP we Wrześni por. Zielazek i komendant powiatowy MO por. Jan Sośnicki. Sprawcy napadu przedarli się jednak przez patrole i udali się na stację kolejową w Słupcy, gdzie kupili bilety do Warszawy i usiłowali wsiąść do pociągu o godzinie 22.00. Zostali jednak rozpoznani przez patrol MO, z udziałem komendanta powiatowego MO z Konina i komendanta posterunku MO w Słupcy. Ten ostatni próbował użyć broni, która się jednak zacięła, a poza tym jej użycie było ryzykowne, ponieważ na peronie było sporo ludzi. Uciekinierzy, ostrzeliwując się, uciekli w pobliskie zboże. W nocy 9 lipca o godzinie 1.30 na dwóch zbiegów natknął się dwuosobowy patrol nocny we wsi Skarboszewo. Doszło do wymiany ognia, ale uciekinierów nie ujęto. Ponieważ w nocy padał obfity deszcz, ścigający nabrali przekonania, że sprawcy napadu będą szukać miejsca odpoczynku. Zorganizowano dodatkowy sześcioosobowy patrol – trzech milicjantów pod dowództwem komendanta posterunku w Borzykowie i trzech żołnierzy. Na polnej drodze ze Skarboszewa do Graboszewa patrol zauważył w miękkim gruncie ślady butów oficerskich prowadzących do pobliskiego stogu słomy. Milicjanci, zachowując wszelkie środki ostrożności, podeszli do stogu i usłyszeli dochodzące stamtąd odgłosy rozmowy. Wezwali ukrywających do poddania się, na co tamci odpowiedzieli ogniem z pistoletów, a w rewanżu strzelali milicjanci. Jeden z żołnierzy z wrzesińskiego garnizonu WP podszedł do stogu i powtórnie wezwał ukrywających się do poddania. Jeden z nich usiłował ze słowami „poddaj się” oddać strzał do żołnierza. Ten jednak „padł na ziemię i oddał do bandyty serię strzałów z pepeszy, kładąc go trupem na miejscu. Potem podpełzł do stogu, w którym siedział drugi bandyta, i ostrzeliwał się w dalszym ciągu. Pod osłoną ognia prowadzonego przez żołnierza podczołgał się komendant posterunku MO Borzykowo (…) i podpalił stóg. Bandyta widząc, że nie wymknie się, nie chcąc oddać się żywcem, popełnił samobójstwo strzałem w serce. Zabitych bandytów wyciągnięto z płonącego stogu”. Jeden z nich miał przy sobie dokumenty, dlatego nie było problemu z ustaleniem tożsamości (M. B., lat 27 z powiatu Opoczno), z drugim był większy problem, trzeci uczestnik napadu już wcześniej przepadł bez śladu.

Jesienią 1948 roku znów wzrosła nieco przestępczość pospolita w samej Wrześni, między innymi dwukrotnie ofiarą włamań i kradzieży padła wrzesińska Spółdzielnia Spożywców „Społem”. W roku 1949 nastąpił natomiast wzrost kradzieży na wsiach. Także w samej Wrześni okradziono właściciela jednej z kamienic przy ulicy Mickiewicza (na sto tysięcy złotych) i jednego z wikariuszy przy farze (na 50 tysięcy złotych). W styczniu w Wólce pasażer sterroryzował kierowcę taksówki i zbiegł ukradzionym samochodem. Zdarzyły się też napady z bronią w ręku na gospodarstwa w Kleparzu, Grzybowie i Sędziwojewie. Lato tego roku przyniosło wiele pożarów, w części powstałych w wyniku podpaleń i od uderzenia pioruna. Najgroźniejszy, z dwiema śmiertelnymi ofiarami, był pożar (4 sierpnia) w kamienicy przy placu 1 Maja.

W roku 1949 nastąpiły zmiany na kierowniczych stanowiskach we wrzesińskich organach bezpieczeństwa – od 20 stycznia nowym szefem PUBP został Ignacy Iskra, a od 27 kwietnia na czele KPMO stanął chor. Jan Adamski. Rok 1950 przyniósł ślad działań organizacji tajnej, która przeprowadziła kilka akcji przyklejania ulotek podpisywanych „Orzeł Biały.”

 

Marian Torzewski

Tekst został stworzony w 2010 roku i ukazał się w Przeglądzie Powiatowym numer 73.

« wstecz

Newsletter