Centrum Pomocy Bliźniemu Monar-Markot

Azyl w pałacu

Centrum Pomocy Monar-Markot w Zielińcu mieści się w pałacu, w zabytkowym parku. Obiekt jest własnością Starostwa Powiatowego we Wrześni, które w 2005 roku podpisało z ośrodkiem umowę na bezpłatne użyczenie na okres 20 lat. 
Centrum z założenia przeznaczone było dla samotnych matek z dziećmi, ofiar przemocy. Obecnie w placówce przebywa 6 matek oraz kilka samotnych kobiet i bezdomnych mężczyzn. Dzieciaki codziennie są dowożone do przedszkola i gimnazjum w Kołaczkowie oraz szkoły w Bieganowie. Ośrodek dzierżawi też dwa pomieszczenia Powiatowemu Centrum Pomocy Rodzinie na Centrum Interwencji Kryzysowej. W placówce panuje całkowity zakaz picia alkoholu i brania narkotyków. 
  • zdjęcie

–  Jesteśmy tu ósmy rok. Przedtem były remonty. Początki były trudne – wspomina dyrektor centrum Lech Rudny. – Najpierw zarządzał tu człowiek, który przywiózł ekipę mężczyzn z poznańskiego ośrodka przy ulicy Borówki, zostawił ich i sam wyjeżdżał. Oni zamiast pracować, wszystko rozkradli. Metalowe elementy – łóżka, grzejniki, sprzedawali na złom i robili libacje. Przez dwa lata nikt tego nie kontrolował. Ludzie w okolicy zaczęli się bać. W końcu w Warszawie powołano nowy twór pod nazwą centrum pomocy bliźniemu Monar-Markot w Zielińcu i przekazano to mnie. Kiedy tu przyszedłem, od dwóch miesięcy działał już Andrzej Puchalski i robili remonty. Prawdziwe remonty. Moim pierwszym działaniem było spotkanie z Radą Powiatu. Starosta miał już przygotowaną dla centrum rezygnację ze współpracy. Przedstawiłem wszystko, opowiedziałem, miałem wizualizacje na płytach. Starosta zaproponował, byśmy wsiedli w samochody i zobaczyli, jak wygląda teraz centrum, po tych dwóch miesiącach. To była zima. Pojechaliśmy, radni weszli, zobaczyli, że ludzie pracują, kują. Zobaczyli, że coś dobrego się dzieje. Wtedy starosta powiedział: – od jutra macie wszystkie drzwi, do których zapukacie, otwarte. Proszę jutro przyjechać po list polecający. I tak to się zaczęło. Zniszczenia były tu ogromne. To wszystko, co zostało zrobione, wykonali bezdomni. Nie dostaliśmy od państwa ani złotówki na remonty. Wszystko to, co mamy otrzymaliśmy od zaprzyjaźnionych ludzi, którzy wiedzą, że to, co dali, tu zostanie, że się przyda.

  • Azyl w pałacu
  • Azyl w pałacu
Wszystkie prace wykonują pensjonariusze sami. Każdy ma swój rewir i za niego odpowiada; są dyżury. Personel domu nie jest rozbudowany – oprócz Lecha Rudnego pracuje tu jego zastępca, jednocześnie kierowca i zaopatrzeniowiec Andrzej Puchalski. Jest też gospodyni domu, która dba o kobiety i dzieci, załatwia wszystkie babskie sprawy. Dwa razy w tygodniu przyjeżdża też pracownik socjalny i załatwia sprawozdania, wywiady, bo np. co miesiąc trzeba wysyłać obszerną dokumentację do OPS-ów, które partycypują w kosztach pobytu pensjonariuszek. Oprócz tego przyjeżdża co tydzień, nieodpłatnie, terapeutka.
Dom odwiedzają także wolontariusze – uczennice wrzesińskich szkół czy studenci z Gniezna, w ramach praktyk. Bawią się z dziećmi, organizują zajęcia plastyczne, a kobietom wykonują zabiegi upiększające. 
  • Azyl w pałacu
Centrum wiele zawdzięcza sponsorom. Lech Rudny mówi, że ich lista jest bardzo długa. Odwiedzają ich też Duńczycy – młodzież z Danii przyjechała do Zielińca na kilka dni, by zbudować tu plac zabaw i stworzyć bawialnię. A duńscy seniorzy przyjeżdżają na święta, fundują wszystkim mieszkańcom paczki. 
Świetnie układa się także współpraca ze środowiskiem lokalnym. Mieszkańcy wsi korzystają z parku, chodzą  na spacery, na plac zabaw. Organizowane są wspólne imprezy, np. Dzień Dziecka, swoje festyny od 3 lat robi tu też wrzesiński Jantar. Z kolei Centrum dzieli się odzieżą z mieszkańcami Zielińca, dwóm rodzinom wydaje bezpłatne posiłki. Lech Rudny i Andrzej Puchalski byli członkami Rady Sołeckiej, a dyrektorowi proponowano nawet, by objął funkcję sołtysa wsi. Lech Rudny jest też członkiem Zarządu Forum Organizacji Pozarządowych Powiatu Wrzesińskiego.
  • Azyl w pałacu

Mieszkańcy domu żyją jak wielka rodzina. Wspólnie celebrują ważne chwile, święta. – Dzieciaki są wspaniałe i będzie bardzo przykro, gdy opuszczą ten ośrodek – mówi Lech Rudny. Okazuje się, że dom stoi w obliczu dużych zmian organizacyjnych. Za chwilę zamieni się w dom dla samotnych, głównie kobiet. – Tak sobie zażyczył zarząd główny, bo według nich nie mają prawa w jednym ośrodku być matki z dziećmi, kobiety samotne i mężczyźni. 8 lat nikomu to nie przeszkadzało, rozwiązywaliśmy ich problemy, działaliśmy. Zarząd główny zaplanował, że 11 ośrodków nie spełniających wytyczonych przez nich wymogów zostanie zlikwidowanych. Tworzą dla nich wielki projekt unijny  – dodaje z żalem. Pałac w Zielińcu wciąż potrzebuje remontów, potrzebni są ludzie do utrzymania parku, dlatego w centrum muszą pozostać mężczyźni. – Ktoś musi wykosić teren, palić w piecu, rąbać drzewo, wykonywać remonty – tłumaczy Rudny.

  • Azyl w pałacu

Podobny ośrodek znajduje się w Poznaniu i prawdopodobnie tam trafią matki z dziećmi z Zielińca, a stamtąd do pałacu przeprowadzą się samotne kobiety i mężczyźni. W Poznaniu matki będą miały możliwość znalezienia pracy, co jest trudne tu, na wsi. Z kolei dzieci uzyskają lepszy dostęp do edukacji. Ale ta zmiana będzie trudna, bo wszyscy są bardzo związani z miejscem. – Tworzymy wielką rodzinę. Dzieci jeszcze w to nie wierzą, mają tu swoje miejsce, przyjaciół we wsi – mówi dyrektor i dodaje: – dzieci są tu szczęśliwe i mam nadzieję, że będą wspominać nas dobrze

  • Azyl w pałacu
Ile osób przez te wszystkie lata przewinęło się przez centrum? Trudno zliczyć. Niektórzy przychodzą tu na chwilę, inni zostają na długo. Jedna z matek wraz z trójką dzieci mieszka tam już pięć lat. 
Dom w Zielińcu dał im bardzo wiele. Bezpieczeństwo. Opiekę. Szansę na normalne życie. 
 
Agnieszka Przysiuda-Zielkowska

« wstecz

Newsletter