• Izabela Zalewska
    Izabela Zalewska
  • Pamiątkowe zdjęcie
    Pamiątkowe zdjęcie

Z pasją od najmłodszych lat

Rozmawiamy z dyrygentką chóralną, nauczycielką muzyki oraz wokalistką Izabelą Zalewską z Marzenina. Laureatka ogólnopolskich konkursów i festiwali wokalnych wygrała niedawno program muzyczny „Szansa na sukces”.

 

Kiedy muzyka pojawiła się w twoim życiu?

Muzyka była w moim życiu od zawsze. Pochodzę z umuzykalnionej rodziny, mój tata gra na akordeonie,  pianinie i gitarze. Mam pierwsze nagrania z czasów, gdy miałam 4 lata, kiedy to z bratem śpiewałam piosenki. Tak było zawsze – wychowywałam się w muzycznym klimacie. Pierwszy nasz występ publiczny, bo zaczynałam karierę z bratem, był na mojej pierwszej komunii. On grał na keyboardzie, śpiewaliśmy na dwa głosy. To był mój debiut w kościele.

Później zaopiekowali się mną nauczyciele i zaczęli mnie wysyłać na konkursy. Próbowałam swoich sił, ale nigdy nie byłam najlepsza. Inne dzieci wychodziły, wszyscy byli pod wrażeniem, a ja jednak na początku przygody z muzyką byłam tą, która wyjeżdżała bez nagrody. Wbrew pozorom to mnie motywowało do dalszej pracy.

Poszłam do szkoły muzycznej, grałam na fortepianie. Dużo śpiewałam, w wieku 10 lat zaczęłam chodzić na lekcje. Nie myślałam, żeby się tym zajmować zawodowo. Chciałam być psychologiem. W liceum dotarło do mnie, że muzyka jest moją drogą. W drugiej klasie wiedziałam już, że będą próbowała się dostać na akademię muzyczną.

 

Jak zatem wyglądała twoja nauka po szkole średniej?

Skończyłam edukację muzyczną i dyrygenturę chóralną na akademii muzycznej. Licencjat zrobiłam w Bydgoszczy, a studia magisterskie w Poznaniu. Muzyka poszła więc w trakcie nauki w trochę innym kierunku, ale śpiew pozostawał moją pasją.

Po studiach cały czas mi czegoś brakowało. Czułam, że w kwestii śpiewania muszę coś zrobić. Na co dzień pracuję na Akademii Muzycznej w Poznaniu, uczę dyrygowania, jestem asystentem na akademii muzycznej i mam swoich studentów. Prowadzę również chór wrzesiński, dziecięco-młodzieżowy. Tak realizuję się muzycznie.

 

Przyszłość na uczelni, kariera solowa czy praca przy chórze?

To się w moim życiu łączy. Bardzo dobrze czuję się solo na scenie, jest to coś, co mi w duszy gra. Jednak nie wyobrażam sobie życia bez uczenia, bez dzielenia się tym, co mam. Od dziecka słyszałam: „Powinnaś zostać nauczycielem, nadajesz się do tego” i faktycznie to czuję. Kocham uczyć, lubię spędzać czas z ludźmi. Nie wyobrażam sobie nie łączyć dyrygowania i śpiewu.

 

Kiedy pojawił się pomysł wzięcia udziału w programie „Szansa na sukces”?

To się wiąże z nauczeniem – chciałam pokazać moim uczniom trochę innego świata. Zobaczyliśmy plakat o castingu. Odbywał się w Poznaniu, co było bardzo wygodne – mieliśmy blisko. Zaproponowałam im, że jeśli chcą spróbować swoich sił i zobaczyć, jak takie castingi wyglądają, to żeby wzięli udział. Moi przyjaciele zaczęli mnie dopytywać, dlaczego sama nie spróbuję. Namawiali mnie, casting był w sobotę, a ja w piątek zdecydowałam, że jednak pójdę. Wieczorem okazało się, że nie mam na co zgrać podkładów. O 23 narzeczony przywiózł mi pendrive’a i o 7 rano pojechałam na casting. Była to decyzja przy dużym wsparciu najbliższych.

Dotychczas nie czułam się na siłach, żeby wziąć udział w takim castingu. Kiedy znajomi zaczęli mi podsuwać ten pomysł, to podświadomie stwierdziłam, że nie czuję już stresu, tylko adrenalinę. Doszłam do wniosku, że mogę pokazać to, co wypracowałam. Fajnie, że mnie namówili.

 

Jak wygląda telewizyjna scena?

To zupełnie inny świat, wbrew pozorom bardzo przyjazny. I nawet powiem, że chyba było mi łatwiej śpiewać w telewizji niż na innych konkursach czy koncertach. Ekipa produkcyjna tworzy klimat rodzinnej atmosfery. Trema naszła mnie dopiero 3 minuty przed live’m, kiedy siedzieliśmy już na pufach i obsługa poinformowała, że za chwilę wchodzimy na antenę. To była mobilizująca trema. Atmosfera na planie sprzyja temu, żeby był mniejszy stres.

 

Jak jest po wygranej?

Gdyby program nie był nagrywany, miałabym jedną wielką czarną dziurę. Emocje wracają wraz z odtwarzaniem nagrań. Wraz z dostaniem tego ogromnego biletu wystartowała machina. Gratulacje i pierwsze rozmowy – tego zupełnie się nie pamięta. Później brak snu i emocje. Kolejnego dnia zostałam zaproszona do programu „Pytanie na śniadanie”, trzeba było iść dalej.

Była to na pewno wielka radość i spełnienie. Czuję ogromną satysfakcję i myślę, że wygrana to nie jest coś, co mi lekko przyszło. Włożyłam w to dużo pracy i chciałam być doceniona. Każdy tego potrzebuje.

 

Jak wygląda twój powrót do codzienności?

Poczułam uspokojenie, ale i pierwszy szok. Wsiadasz do samochodu i wracasz do domu. Świat robi się zupełnie zwyczajny. Oprócz wiadomości i gratulacji, kiedy odkładasz telefon to nagle wszystko gaśnie i cichnie. Teraz czeka mnie ciężka praca. Przygotowuję się do występu na Debiutach w Opolu. Jest to bardzo prestiżowy konkurs i na chwilę obecną to mój główny cel. Znowu zaczęłam pracować na sukces. Chcę iść w kierunku swojej muzyki.

Rozmawiał Szymon Piotr Rewers

 

« wstecz

Newsletter