• Anna Kulczyńska
    Anna Kulczyńska

Najtrudniej jest zdobyć zaufanie dziecka

O pracy w Zespole Szkół im. Janusza Korczaka oraz nowym sprzęcie zakupionym w ramach projektu „Nauka – to lubię!” rozmawialiśmy z jego szkolną koordynatorką Anną Kulczyńską.

Pracuje pani jako terapeuta, nauczyciel, opiekun?
W Zespole Szkół im. Janusza Korczaka pracuję jako nauczyciel. W przyszłym roku będę obchodziła jubileusz 30-lecia pracy zawodowej. Początkowo byłam bibliotekarzem, a od 2006 roku pracuję między innymi jako nauczyciel informatyki i przysposobienia do pracy. Jestem także wychowawczynią klasy 3 i 2b w szkole branżowej.

Jak wygląda praca w tej właśnie placówce?
Przede wszystkim potrzeba w niej dużo cierpliwości, ciepła i opiekuńczości. Oczywiście ważne jest przekazywanie treści oraz nauczanie, ale przede wszystkim zapewnienie dzieciom z niepełnosprawnością intelektualną komfortu i poczucia bezpieczeństwa w czasie nauczania. Wymaga to przeróżnych metod, dużo cierpliwości w tłumaczeniu zagadnień, ale daje nauczycielom mnóstwo satysfakcji. Każdy malutki krok do przodu, mała nowa nabyta umiejętność, to również dla nas dużo radości.

Co jest pani zdaniem najtrudniejsze w pracy nauczyciela Zespołu Szkół Specjalnych?
Chyba najtrudniej jest umieć dotrzeć do tych dzieci, nawiązać z nimi kontakt, zdobyć ich zaufanie. Dzieci z niepełnosprawnością intelektualną mają różne zaburzenia i czasami trafić do nich ze swoim przekazem jest naprawdę trudno.

Nauczyciele w ZSS prowadzą różne zajęcia, jest ich wiele. Może pani opowiedzieć o kilku?
Mówić obrazami, czyli cykl ukazujący się w „Przeglądzie Powiatowym” bazuje na zastosowaniu w pracy z dzieckiem piktogramów. Technikę tę wykorzystujemy przy komunikacji z uczniami mającymi problem w porozumiewaniu się. Stosujemy także arteterapię, czyli usprawnianie przez sztukę. Prowadzimy również zajęcia z elementami biblioterapii – wspieranie rozwoju społecznego i emocjonalnego dzieci  poprzez książki, literaturę. Ciekawymi zajęciami jest logorytmika, polegająca na połączeniu terapii logopedycznej z rytmiką. Prowadzimy integrację sensoryczną oraz możemy także pochwalić się zajęciami z eyetrackerem, czyli urządzeniem śledzącym ruchy gałek ocznych. Jest to bardzo przydatny sprzęt, szczególnie dla dzieci z porażeniem mózgowym, dla osób z zanikiem mięśni czy po urazach, które zwykle nie mogą w tradycyjny sposób operować myszką i klawiaturą komputera. Daje im to pewną samodzielność. Wiele z tych zajęć odbywa się także dzięki temu, że zostały zakupione pomoce dydaktyczne w ramach projektu „Nauka – to lubię”. Otrzymaliśmy kabinę sensoryczną, a ostatnio dotarły do nas karty oceny logopedycznej dziecka oraz karty oceny rozwoju psychoruchowego dziecka i materiały do arteterapii. Szkoła raczej nie mogłaby sobie pozwolić na zakup takich przedmiotów, ponieważ są one drogie.

Jeden z ostatnich większych zakupów w ramach projektu „Nauka – to lubię!” to kabina do terapii sensorycznej. Może pani przybliżyć, na czym polegają takie zajęcia?
Kabina jeszcze nie jest złożona, ponieważ będzie to dość duża konstrukcja i musieliśmy najpierw poszukać odpowiedniego dla niej miejsca. Do metalowego stelażu zostało zakupionych wiele ciekawych sprzętów na przykład huśtawki o różnych kształtach: wałek, kropla, gniazdo, drabinki, liny spinaczkowe, kołyski, równoważnie, dyski sensoryczne, które mają różne kolory i faktury, ringo sensoryczne oraz piłki terapeutyczne. Zakupiony sprzęt pozwoli na prowadzenie terapii sensorycznej, która nie polega na uczeniu konkretnych umiejętności jak np. jazda na rowerze, czytanie lub pisanie, ale usprawnianiem pracy systemów sensorycznych i procesów układu nerwowego, które są bazą do rozwoju tych umiejętności. W toku pracy tą metodą terapeuta stymuluje zmysły dziecka oraz usprawnia takie zakresy, jak np. motoryka mała, motoryka duża, koordynacja wzrokowo-ruchowa.

Sprzęty nie trafiłyby do szkoły, gdyby nie ludzie o nie zabiegający. Jest pani jedną z takich osób.
Zostałam powołana na miejsce koordynatora tego projektu dopiero w pewnym momencie, gdy już było wiele rzeczy przygotowanych – zaplanowane i rozpisane na lata trwania projektu zajęcia, opisy i szacunek wartości materiałów, które będą zakupione. Nad tym wszystkim pracowała pani Elżbieta Kołtuniak-Kierzek. Bardzo szanuję ją za to, że podjęła się tak dużego projektu i początkowo sama starała się to wszystko stworzyć. Ja w pewnym momencie zaczęłam jej pomagać, a od dwóch lat jestem koordynatorem tego projektu. Moja praca polega w tej chwili na koordynowaniu wszystkich działań, aby projekt przebiegał zgodnie z założonym planem: od rekrutacji uczestników projektu, poprzez przygotowanie szacunku i opisu przedmiotu zamówienia dla zakupów przewidzianych w projekcie po comiesięczne przygotowywanie zbiorczych kart czasu pracy nauczycieli prowadzących zajęcia. Mnóstwo pracy włożyli także nauczyciele, którzy również byli mocno zaangażowani w to, aby nasza szkoła przystąpiła projektu.

Pani zdaniem, jeśli tylko będzie szansa, szkoła powinna włączać się do kolejnych takich inicjatyw jak „Nauka – to lubię”?
Oczywiście, myślę że będziemy jak najbardziej zainteresowani przystąpieniem do kolejnych tego typu projektów, jeżeli tylko się pojawią. Jest to ogromna szansa dla szkoły zdobycia materiałów i sprzętu, którego z budżetu placówki się nie zakupi. Kolejne pomoce dydaktyczne dają nam możliwość wprowadzenia nowych, ciekawych zajęć.

Na pierwszy rzut oka widzi pani, co jeszcze mogłoby się przydać placówce?
Na pewno przydałyby się nam tablice i monitory interaktywne, oprogramowanie dla osób słabo widzących czy niewidzących. Nie mamy także sali gimnastycznej z prawdziwego zdarzenia, której budowa jest bardzo dużym wydatkiem, ale niezbędnym elementem w funkcjonowaniu szkoły. Mamy salki terapeutyczne do integracji sensorycznej, do rehabilitacji, logopedii umożliwiające prowadzenie terapii indywidualnej.

Rozmawiała Klaudia Kubiak    


 

« wstecz

Newsletter