20 lat minęło

Warsztat Terapii Zajęciowej we Wrześni obchodzą w tym roku swoje dwudziestolecie. Jubileusz świętowano 30 listopada. 


Część artystyczną przygotowano w stylu lat 20. Uczestnicy ubrani w stroje z epoki śpiewali, tańczyli i odgrywali scenki. Zaprezentowano także wystawę fotografii stylizowanych na początek ubiegłego wieku.

 

W uroczystości wzięli udział nie tylko uczestnicy, ich rodzice i terapeuci, ale też samorządowcy, przedstawiciele jednostek pomocy społecznej z terenu powiatu oraz wspomagających firm i instytucji. Wszyscy oni otrzymali od kierowniczki WTZ Magdaleny Sobczak-Jankiewicz dyplomy i anioły.

 

Ten warsztat przecierał szlak, budował nową rzeczywistość dla osób niepełnosprawnych. Tak licznie zgromadzeni dziś dobrzy ludzie świadczą o tym, jak ważne to miejsce na ziemi wrzesińskiej – mówił starosta Dionizy Jaśniewicz, przekazując uczestnikom upominek – zaproszenie do kina. Jubileuszu gratulowała także pierwsza kierowniczka WTZ-ów Anna Maria Kulczyńska.

 

Dla mojego syna i innych uczestników jest to drugi dom. To nie jest praca, to jest pasja. To są osoby, które oddają całe serce naszym dzieciom – dziękowała w imieniu wszystkich rodziców mama Tomasza, który uczęszcza do WTZ od samego początku.

 

Agnieszka Przysiuda-Zielkowska
 

 

  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • 20 lat minęło
  • Kulczyńska Anna

Rozmowa z Anną Marią Kulczyńską, pierwszą kierowniczką Warsztatów Terapii Zajęciowej we Wrześni, obecnie dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie we Wrześni, która w tym roku świętuje jubileusz dwudziestolecia pracy na stanowisku kierowniczym w pomocy społecznej.

Jakie były początki WTZ-ów we Wrześni?

Inicjatorem było Towarzystwo Przyjaciół Dzieci – koło pomocy dzieciom niepełnosprawnym ruchowo. Zaangażowany był też Jerzy Nowaczyk, ówczesny sekretarz gminy, członek Koła. Ja od września, gdy wygrałam konkurs na kierowniczkę, zaangażowałam się w remonty, organizację sal, terapii, zatrudnianie pracowników i cały plan przyjętego funkcjonowania i organizacji placówki. Były to trzecie warsztaty w województwie i pierwsza taka jednostka dla osób niepełnosprawnych w powiecie. Przecieraliśmy szlaki, chodziliśmy na spacery, robiliśmy zakupy, to był dla uczestników trening ekonomiczny. Wyciągaliśmy ich z domu, bo oprócz nauczania indywidualnego w szkole większość z nich nie miała możliwości uczestnictwa w formie usamodzielniania, terapii czy treningu funkcjonowania w środowisku.

 

Chyba zmienialiście też nastawienie społeczeństwa?

Tak, zdecydowanie. WTZ-y organizowały wiele imprez integracyjnych, realizowały projekty i programy. W 2004 zrobiliśmy projekt „Września bez barier”, gdzie pokazywaliśmy trudności w pokonywaniu barier architektonicznych. Wtedy starosta, burmistrz i inni samorządowcy przejechali się po Wrześni na wózkach inwalidzkich. Musieli pokonać studzienki, krawężniki. Za ten program Września dostała pierwsze miejsce w Polsce. Różne imprezy pokazywały, że niepełnosprawni funkcjonują wśród nas, na co dzień są normalnymi członkami społeczeństwa, tylko jest im trudniej z powodu deficytów, które posiadają – czy to fizycznych, czy intelektualnych. W tym momencie powiat wrzesiński ma dla nich bogatą ofertę. Bardzo długo nie było oferty dla dzieci. Pierwszym integracyjnym przedszkolem było Słoneczko, które organizowaliśmy wspólnie z ówczesnymi włodarzami Wrześni oraz dyrektor OPS Anną Prusak i oczywiście dyrektor przedszkola Barbarą Szewczyk. Teraz jest dużo placówek prywatnych, są przedszkola integracyjne, specjalne, jest ośrodek Arka.

 

Jakie cechy charakteru trzeba mieć pracując w pomocy społecznej?

Trzeba lubić ludzi i lubić z nimi przebywać i pracować. To jest podstawa. Trzeba skupiać stanowczość, konkretność, silną osobowość i ogromną charyzmę, a także odporność na stres. To połączyć z tolerancją ludzi. I chcieć robić coś ponad standardy pracy, zadania ustawowe – wymyślać ciekawe projekty, aktywizować ludzi, promować ich i pokazywać, jacy są wartościowi. Trzeba czuć, co jest potrzebne. Z moją kadrą – gdziekolwiek pracowałam – udawało się przeprowadzać wernisaże, projekty teatralne, filmowe itp. Teraz w PCPR prowadzimy programy „Rodzina potrzebna od zaraz”, „Bez przemocy dzień i w nocy”. Chcę, by każda instytucja, w której pracuję spełniała najwyższe standardy. Od swoich pracowników wymagam, by szanowali ludzi, z którymi pracują i współdziałają. Najważniejsze we wszystkich jednostkach pomocy społecznej jest stworzyć taką atmosferę, by ludzi chcieli tam przebywać, by chętnie brali udział w zajęciach, czuli, że są potrzebni, ważni i wartościowi.

 

Czy miała pani chwile wypalenia?

Nie, bo przez te wszystkie lata pracowałam w kilku instytucjach. 11,5 roku byłam kierowniczką WTZ, potem przez cztery lata dyrektorem placówek całodobowych – DPS i Domu Dziecka pod Kaliszem. Krótko byłam kierownikiem w ŚDS w Pietrzykowie i dyrektorem DPS we Wrześni. Od dwóch lat jestem dyrektorem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie we Wrześni. PCPR skupia wszystkie powiatowe jednostki pomocy społecznej. Ja te jednostki znam, bo je prowadziłam i znam ich problemy, potrzeby, specyfikę funkcjonowania. Moje doświadczenie na tym stanowisku na pewno jest bezcenne.

 

A momenty, kiedy szczególnie pani czuła, że wybór takiej drogi miał sens?

Mimo że krótko pracowałam w DPS-ie we Wrześni, to tak naprawdę chciałam tam zostać. To było moje marzenie.
To jest miejsce, w którym trzeba dużo z siebie dać, bo tego potrzebują mieszkańcy. To jest ich dom. Tam trzeba być nie dyrektorem, tylko przyjacielem mieszkańców, który usiądzie na łóżku, weźmie za rękę, porozmawia, pójdzie pograć  w piłkę, wysłucha problemów. Trzeba być wsparciem, aktywizować. Tam się czuje potrzebę bycia z drugim człowiekiem, który został samotny i myśli, że nic dobrego go już nie czeka i nic nie osiągnie. Trzeba wzbudzić w nich przekonanie, że to nie koniec drogi – i w tym rola dyrektora. Ta rola mi bardzo odpowiadała. Bo w pomocy społecznej nie chodzi o to, by być „dyrektorem budynku”, tylko ludzi. Dla mnie zawsze najcenniejsza była praca w jednostkach, w których byli ludzie i w których można było wspólnie pracować i cieszyć się ich radościami i sukcesami.

 

Jakie ma pani dalsze plany?

Zaczynałam jako nauczyciel w szkole specjalnej i lubię uczyć, dlatego od wielu lat dodatkowo prowadzę szkolenia z nabywania kompetencji społecznych, motywacji, radzenia ze stresem, komunikacji. Oprócz tego po pracy trzeba sobie znaleźć odskocznię, którą dla mnie jest uprawianie ogrodu i podróże. Jestem domatorką i dom, wnuki, mąż, książki dają mi wyciszenie. Należy zachować proporcje między życiem prywatnym i służbowym, szczególnie w pomocy społecznej.


Rozmawiała Agnieszka Przysiuda-Zielkowska


 

« wstecz

Newsletter