• Romuald Juściński
    Romuald Juściński

Wielki problem z pomorem świń

O afrykańskim pomorze świń (ASF) rozmawiamy z powiatowym lekarzem weterynarii Romualdem Juścińskim.

Skąd afrykański pomór świń wziął się w Polsce?
Stacjonarnie ta choroba cały czas jest w Afryce. Dotarła do Europy w 2007 roku przez Gruzję – gruziński statek miał na pokładzie mięso ze świń zakupionych w Afryce i niestety w porcie w Gruzji zostały wyrzucone odpadki kuchenne, przez które zaraziły się dziki. Z Gruzji ASF zaczęło się przesuwać o 300 kilometrów rocznie – przez Rosję, na Ukrainę, gdzie choroba trafiła w 2012 roku, a rok później na Białoruś. Gdy wirus pojawił się na Białorusi, to Łukaszenka zdecydował, że trzeba wszystkie dziki powystrzelać. Odstrzał odbywał się od wschodu na zachód, więc trochę nam tych dzików przypędzili. W 2014 roku 800 metrów od granicy z Białorusią u padłego dzika stwierdzono pierwszy przypadek ASF-u w Polsce. Pół roku później odnotowano pierwszy przypadek chorobowy u świni domowej. Wcześniej ASF był już w Europie – w latach 50. w Hiszpanii, dokąd wirus dotarł, ze względu na bliskość Afryki. Chorobę Hiszpanom udaje się zwalczyć dopiero w 1999 roku, gdy połączyli siły z Portugalczykami, gdzie choroba też występowała. Tam był zakaz wysyłania w świat żywności pochodzenia zwierzęcego, co obejmowało również słynne hiszpańskie szynki serrano. W Europie ASF pojawiło się także w 1989 roku w Holandii. Holendrzy mieli 12 milionów świń, czyli tyle, ile liczy się w tej chwili u nas, wybili 10,5 miliona i już po roku mieli czystą gospodarkę i nowe hodowle.
Profesor Zygmunt Pejsak, autorytet na skalę światową zajmujący się chorobami świń, członek rady epizootycznej przy głównym lekarzu weterynarii, powiedział, że w pierwszej chwili, kiedy pojawiło się ASF przy granicy wschodniej, należało wszystkie świnie wybić w pasie 10 kilometrów od granicy z Białorusią i Ukrainą. Obliczono, że kosztowałoby to 30 milionów złotych. To jest niedużo. Za to próbowano trochę święcić kropidłem, byle nie zrazić wyborcy, i zwalczano ASF w taki sposób, że gdzie się ognisko pojawiło, tam było likwidowane. Nie stosowało się zasady, że w promieniu trzech kilometrów powinno być wszystko w zasadzie wybite, co byłoby dość łatwe, bo na wschodzie kraju są małe gospodarstwa, po 5-10 sztuk świń. U nas jest inaczej, weźmy na przykład gminę Kołaczkowo – tam są już potężne gospodarstwa. Niektórzy mówią, że to jest tylko kwestia czasu, żeby ASF dotarło do naszego województwa, a wtedy problem będzie wielki. W Wielkopolsce hoduje się około 3 milionów świń, drugie tyle ma województwo kujawsko-pomorskie, razem stanowi to połowę świń w Polsce.

Czyli stwierdzenie przypadku afrykańskiego pomoru świń oznacza likwidację całej hodowli?
Tak, to miejsce jest tzw. ogniskiem choroby, co do którego zostaje wydana decyzja powiatowego lekarza weterynarii o likwidacji. Najpierw pobierane są oczywiście próby, żeby stwierdzić, że mamy do czynienia właśnie z ASF. Wysyłamy to do Puław do laboratorium, a po otrzymaniu wyników wydawana jest decyzja o wykluczeniu podejrzenia lub stwierdzeniu choroby. Wówczas zwierzęta muszą zostać wycenione. Ich wartość rynkową stwierdza komisja, w której jest powiatowy lekarz weterynarii oraz dwóch rzeczoznawców wyznaczonych przez wójta czy burmistrza na danym terenie. Po likwidacji zespół ds. utylizacji odpowiada za transport padliny do zakładu utylizacyjnego. Pracują również przy tym inne zespoły weterynaryjne – dezynfekcji, analizy sytuacji czy administracyjny.
Współpracujemy oczywiście ze strażą pożarną, która bierze udział w działaniach dezynfekcyjnych i pomaga w utylizacji świń. Bardzo ważna jest rola policji, która udziela asysty, bo przecież często rolnicy nie zgadzają się z decyzją o likwidacji hodowli, czasami widły idą w ruch. Policja musi też kontrolować ruch kołowy i pieszy – organizowane są objazdy, zamyka się drogę, nikomu nie wolno wjeżdżać w okolice ogniska. Zadaniem zarządów dróg gminnych i powiatowych jest wyznaczanie objazdów, znakowanie dróg, oznakowanie ogniska choroby, ustawienie tablic informacyjnych itd. W terenie występowania choroby sanepid musi sprawdzić żywność w sklepach i ewentualnie ją wycofać, jeśli jest podejrzenie, że pochodziła ze źródła choroby. Musimy też cały czas mieć kontakt z meteorologami, którzy na bieżąco nas informują o prognozach pogody, co jest bardzo istotne, dlatego że wirus niektórych chorób zakaźnych jest tak maleńki, że przenosi się na przykład z kropelkami mgły, więc możemy przewidzieć, które gospodarstwo może być zaatakowane w ten sposób. Także to jest przedsięwzięcie dla wielu...

Jak się w ogóle objawia ta choroba?
Objawia się podobnie, jak większość chorób świń. Jak świnia jest chora, to albo jest czerwona, albo sina, i w tym przypadku charakterystyczne jest, że pojawia się bardzo wysoka temperatura – do 42 stopni. U świń to jest dużo. Pojawiają się także wybroczyny i sine plamy na skórze – uszu, szyi, brzucha, podbrzusza, ud, ogona. Poza tym pojawiają się objawy związane z układem oddechowym: duszności, pienisty wypływ z nosa, przyspieszony oddech. Czasami można również stwierdzić biegunkę, często z domieszką krwi. Średnio choroba od momentu zakażenia do wystąpienia pierwszych objawów wylęga się w ciągu 6-8 dni. Po wystąpieniu pierwszych objawów świnie bardzo szybko padają i, co charakterystyczne, w pierwszej kolejności padają osobniki duże, dorosłe – tuczniki, knury, lochy. Jeżeli rolnik takie objawy zauważy, to jest duże prawdopodobieństwo, że jest to ASF, i musi zgłosić to odpowiednim służbom.

Od 28 lutego rolników obowiązuje nowe rozporządzenie ministra rolnictwa. Proszę o nim opowiedzieć.
Rozporządzenie ministra rolnictwa z dnia 9 lutego, które po 14 dniach od ogłoszenia, czyli 28 lutego, weszło w życie i dotyczy rolników w całej Polsce, bo podobne rozporządzenie odnośnie bioasekuracji było wydane w ubiegłym roku, ale dotyczyło tylko tych rejonów, gdzie wystąpiło ASF, województw mazowieckiego, podlaskiego i lubelskiego. Z uwagi  na poważną sytuację, rozprzestrzenianie się tej choroby, wprowadzono  również pewne ostre zasady, które muszą stosować rolnicy. Gospodarstwo musi być zabezpieczone przed dostępem zwierząt domowych i dzikich, należy stosować zasady dezynfekcji wjazdów, maty dezynfekcyjne przed wejściami do obiektów, mycie się przed wejściem do obiektu, stosowanie odzieży ochronnej. Nie wolno wpuszczać do chlewni osób postronnych i należy unikać wprowadzania niepotrzebnego sprzętu, maszyn i urządzeń. Natomiast nowe rozporządzenie jeszcze rozszerzyło to o prowadzenie rejestru: pojazdów, które wjechały do gospodarstwa, bo przecież przywożona jest pasza, przyjeżdżają samochody po zwierzęta, przywozi się zwierzęta. Poza tym rejestr osób wchodzących i wychodzących i spis wszystkich zwierząt z podziałem na grupy wiekowe, czyli trzeba zapisywać, ile jest prosiąt, ile tuczników, loch, knurów i to musi być na bieżąco aktualizowane. Oczywiście nie wolno wpuszczać osób, które miały kontakt ze zwierzyną łowną, brały udział w polowaniu, nie wolno też na teren gospodarstwa dopuszczać wchodzenia żadnych dzików czy wprowadzać zwłok dzików.

Nie tylko rolnicy mogą mieć wpływ na to, żeby ASF się nie rozprzestrzeniał, prawda?
Oczywiście, przede wszystkim jadąc do lasu czy przez las nie wyrzucajmy odpadków kuchennych czy kanapek z mięsem, bo sami nie znamy dokładnie jego źródła pochodzenia, szczególnie w sytuacjach, gdy od kogoś dostajemy jakąś żywność. Przecież ubój na użytek własny jest dopuszczalny – każdy może świnię zabić i nieraz dostajemy od myśliwego kiełbasę czy dziczyznę. To, żeby nie wyrzucać niczego poza dom, dotyczy przede wszystkim tych, którzy mieszkają blisko lasów. Dziki są wszędobylskie. Odpady kuchenne powinny trafiać do zamkniętych kubłów.

Załóżmy, że idąc na spacer do lasu, napotykamy padlinę dzika. Jak się zachować w takiej sytuacji?
Po pierwsze, nie wolno dotykać ani podchodzić do zwłok. Powinno się oznakować miejsce w taki sposób, żeby można było tam trafić. Teraz każdy ma GPS w komórce – najlepiej spisać położenie. Nie wolno puszczać luźno psów ani innych zwierząt w lesie. Muszą być na smyczy, żeby nie miały kontaktu z padliną. Przede wszystkim nie dotykać, powiadomić służbę leśną albo inspektorat weterynaryjny. Można też zwyczajnie zadzwonić na policję – oficer dyżurny na pewno nas powiadomi.

Rozmawiała Klara Skrzypczyk
 


 

« wstecz

Newsletter